Subskrybuj: Posty | Komentarze

Marketing sensoryczny, czyli jak sklepy zastawiają na nas sidła

Marketing sensoryczny, czyli jak sklepy zastawiają na nas sidła

Podejmując decyzję o danym zakupie zwykle wydaje nam się, że jest to tylko i wyłącznie nasz świadomy wybór. Dana rzecz wydaje nam się potrzebna w tym określonym momencie, w związku, z czym chętnie wkładamy ją do zakupowego koszyka. Co jednak stanowi prawdziwy motyw naszych zakupowych decyzji?

Jak sprzedawcy manipulują naszymi zmysłami, by wpłynąć na handlowe decyzje?

Neuromarketing, zwany inaczej marketingiem sensorycznym to zagadnienie znane psychologom już od wielu lat. Nauka ta zajmuje się badaniem czynników, które wpływają na decyzje konsumentów podczas zakupów. Neuromarketing stale wynajduje kolejne, handlowe techniki, które mają na celu skłonić nas do dokonania określonych zakupów poprzez wykorzystywanie coraz to bardziej wyszukanych metod.

Ludzki mózg, będąc poddawany perswazyjnym wpływom przez dłuższy czas w pewien sposób uodparnia się na nie, co skłania producentów różnych produktów do ulepszania metod wpływania na konsumenckie decyzje. Najpopularniejszymi są w dalszym ciągu te odnoszące się do naszych podstawowych, ludzkich potrzeb i pragnień. Reklamy promujące żywność pokazują apetyczne produkty, często w formie atrakcyjniejszej, niż ma to miejsce faktycznie, aby pobudzić nasz apetyt. Spoty reklamowe zachęcające do skorzystania z usług bankowych często odnoszą się do potrzeby poczucia bezpieczeństwa. W wielu reklamach zróżnicowanych pod względem promowanego produktu i usługi wykorzystuje się atrakcyjne fizycznie aktorki, podświadomie wywołując skojarzenia z seksualnością. Stworzenie reklamy idealnie wpasowującej się w konsumenckie gusta, bez nadmiernej przesady, jest jednak nie lada wyczynem – specjaliści od marketingu sensorycznego dowiedli już dawno, że przesycenie treści reklamy określonymi elementami perswazyjnymi, takimi jak chociażby erotyka, co sprytniejszych odbiorców nie zachęci do nabycia produktu, a wręcz przeciwnie – zniechęci.

Poza reklamami w środkach masowego przekazu, neuromarketing wykorzystywany jest również w reklamach zewnętrznych oraz bezpośrednio w miejscach, gdzie nabywamy określone dobra. W supermarketach rozpylany jest zapach świeżego pieczywa, który ma skłonić nas do kupna większej ilości produktów, pobudzając apetyt. Również układ sklepowych półek nie jest przypadkowy – produkty znajdujące się na wysokości wzroku klienta są zazwyczaj droższe niż te, po które musimy sięgnąć wyżej, bądź się schylić. Miejsce na skrajnych częściach półek regałów jest też najbardziej kosztowne dla producentów danych dóbr, bowiem udowodniono, że często śpieszący się klient nie wchodzi w głąb stanowiska, a jedynie sięga po produkt znajdujący się jak najbliżej. Drogerie i perfumerie również wykorzystują metody wpływania na nasze zmysły. Zapachy perfum w galerii handlowej można wyczuć już wiele metrów przed wejściem do sklepu z kosmetykami.

Czy przed neuromarketingiem można się ustrzec? Produkty możemy nabywać o wiele bardziej świadomie, jeśli będziemy znać metody wykorzystywane przed sprzedawców. Z drugiej strony, dziedzina ta coraz bardziej rozwija się, kreując nowe, wysublimowane metody wpływu na konsumenckie decyzje. Dla osób nieoszczędnych i wyjątkowo podatnych na takie wpływy cenną radą może okazać się robienie wcześniejszej listy zakupów i skrupulatne trzymanie się jej, oraz unikanie spontanicznych, niezaplanowanych wycieczek do galerii handlowych. Dodatkowo, możemy wybierać się na zakupy z wydzieloną częścią pieniędzy, co może zwiększyć prawdopodobieństwo, że nie wydamy zbyt dużo na produkty, których wcale nie planowaliśmy zakupić.