Subskrybuj: Posty | Komentarze

Największe spółki giełdowe

Największe spółki giełdowe

Notowania giełdowe to bardzo specyficzne wskaźniki, które czasami lub nawet dość często, nie mają wielkiego pokrycia w rzeczywistości. Oczywiście w teorii rynki doskonale sobie radzą z prawidłową i obiektywną analizą wartości przedsiębiorstwa, ale niestety w rzeczywistości światowa ekonomia jest dzisiaj tak skomplikowanym i złożonym zagadnieniem, że przewidywanie jakichkolwiek długofalowych trendów czy kursów jest po prostu niemożliwe. Dzięki kreatywnej księgowości wiele firm potrafi bardzo skutecznie ukrywać przed udziałowcami i analitykami funduszy inwestycyjnych swoje oczywiste braki finansowe czy złe decyzje biznesowe i budżetowe z ostatnich lat. Za sprawą kreatywnej księgowości można także z powodzeniem przekonywać przez długie miesiące, a nawet lata, udziałowców o bardzo wysokich wynikach finansowych firmy, mimo jej oczywistych problemów i zbliżającego się bankructwa. To właśnie ostatni, trwający blisko dekadę, kryzys finansowy w sposób najbardziej widowiskowy obnażył słabość wielkich korporacji, instytucji finansowych i podmiotów notowanych na giełdzie i nie tylko.
Charakterystyczne dla giełdy jest to, że zarabiać można z powodzeniem na modzie i na przeczuciach. Jeśli wszyscy udziałowcy danej marki mają przeczucie, że jej wartość będzie rosła – chętnie będą kupowali kolejne akcje, tak samo jak udziałami zainteresowani będą jeszcze nie mający akcji inwestorzy. Dana spółka giełdowa lub nawet cały sektor produkcji przemysłowej może więc szybko zyskiwać na wartości, ale wcale nie dlatego, że udało im się wymyśleć nowatorskie rozwiązanie, stworzyć nowy patent czy zmienić sposób organizacji swojej firmy na lepsze. Często te wzrosty notowań wynikają z działalności spekulantów chociażby, których głównym celem jest szybkie podniesienie wartości danego segmentu gospodarki. Tak było przez ostatnie dekady na rynkach nieruchomości, zwłaszcza amerykańskich, gdzie spekulanci celowo zawyżali wartości poszczególnych podmiotów związanych z rynkiem nieruchomości, opierając się przede wszystkim na zafałszowanych danych o wartości samych mieszkań. Spekulanci mają naturalnie świadomość, że dane firmy albo sektory wcale nie są tak wartościowe, jak wskazywała by na to giełda, ale celowo i masowo, działając w cichej zmowie, podbijają jeszcze mocniej ich notowania. A gdy notowania te osiągają maksymalny możliwy do zbicia pułap i powoli analitycy mogliby zacząć zauważać oczywiste braki aktywów czy realnkej wartości na pokrycie tych notowań – zaczynają błyskawicznie sprzedawać udziały. Reszta inwestorów przekonana, że to doskonała okazja na nabycie nieco taniej udziałów w firmach, które przecież są tak wysoko wyceniane przez rynek – daje się na ten wybieg łapać i później płacą tym, że mają w swoim portfelu inwestycyjnym mnóstwo pozycji, których realna wartość rynkowa nie jest nawet w jednej czwartej taka, jak ta prognozowana na giełdach.
Giełdy papierów wartościowych oczywiście funkcjonują w skrajnie różny sposób w zależności od charakterystyki konkretnego rynku lokalnego i nie wszędzie spekulanci są takim samym zagrożeniem. Niemniej sama konstrukcja parkietu giełdowego sprzyja takim działaniom firm i inwestorów, które dość umiejętnie zaburzają możliwość realnej oceny wartości przedsiębiorstwa. Ogromne korporacje naturalnie są tutaj poniekąd bardziej rzetelnie wyceniane, albowiem są tak kolosalnymi podmiotami gospodarczymi, że ich udziałowcy oraz analitycy rynkowi chcą mieć stuprocentową pewność co do ich realnych możliwości. Dlatego największym firmom jak Samsung czy Apple bardzo trudno przyszłoby manipulowanie swoimi wynikami w celu ukrycia oczywistych słabości. Zresztą dla takich firm, które są globalnie rozpoznawalne, konsekwencje takich oszustw finansowych były opłakane przede wszystkim z punktu widzenia wizerunku. Straty wynikające z osłabienia sympatii do tych globalnych firm byłyby najpewniej liczone w miliardach, więc nikomu z zarządzających takimi korporacjami nie przyszłoby do głowy, aby taki biznes narażać dla chwilowej poprawy notowania giełdowego.
Specjalną grupę korporacji i przedsiębiorstw notowanych na giełdzie stanowią te technologiczne, nie tylko start-upy, ale wielkie i rozwinięte korporacje, których marki na próżno szukać w miastach, obiektach handlowych czy na półkach, albowiem funkcjonują w sieci. Mimo tego, że firmy jak YouTube, Google czy Facebook funkcjonują głównie w przestrzeni wirtualnej, ich siedziby są całkiem namacalne, tak samo jak aktywa i zyski generowane przez ich produkty i usługi platform online czy aplikacji mobilnych. Na całym świecie firmy te zatrudniają tysiące pracowników, ale ich głównym produktem lub usługą są programy komputerowe, strony WWW czy kody źródłowe – rozwój tych firm jest więc bardzo trudny do przewidzenia, gdyż zbyt mocno uzależniony jest od trendów technologicznych, mody, oczekiwań społeczeństwa czy po prostu umiejętności tworzenia nowych propozycji. Facebook, chociaż nie posiadał aktywów ani majątku jako takiego, w momencie swojego debiutu giełdowego praktycznie z godziny na godzinę zwiększył swoje notowania kilkudziesięciokrotnie. A dla większości analityków rynkowych wcale nie było problemem to, że kupując takie drogie akcje, nabywają tak naprawdę pewną ideę, wizję społeczeństwa informatycznego, a nie konkretny produkt i aktywa firmy.