Subskrybuj: Posty | Komentarze

Neuromarketing

Neuromarketing

Czym jest neuromarketing, czyli marketing sensoryczny? To wabienie klienta poprzez podświadome oddziaływanie na jego zmysły. Działa niezauważenie, a jego skuteczność jest ogromna. Jesteśmy mu poddawani wszyscy, według niektórych danych nawet 3000 razy dziennie!

Ludzki mózg, bombardowany codziennie taką ilością przekazów, stara się jakoś przed nimi bronić i przestaje być wrażliwy na te najbardziej krzykliwe i natrętne. Celem marketingowców jest dotarcie tam, gdzie nasz umysł pozostawił jeszcze otwarte drzwi dla rzeczywistości. Można nań oddziaływać wspomnieniem dzieciństwa, specyficznym zapachem, charakterystycznym obrazkiem. Ważne, aby człowiek świadomie niczego się nie domyślił, bo może się zniechęcić. Dobrym przykładem jest perfumeria. Jeżeli w takim sklepie pachnie subtelnie, intrygująco, to mózg klienta będzie chciał zbadać, co go tak wabi, w wyniku czego klient wejdzie i zostanie na parę chwil. To już prosta droga do zakupu jakiegoś produktu. Jeśli jednak już z drugiej strony ulicy poczuje natarczywą woń dziesiątków perfum, rozpylonych bez ładu, byle więcej, na pewno będzie wolał ominąć to miejsce. O dziwo, reklamy kontrowersyjne, często z podtekstem lub nawet bez, po prostu pełne erotyki, nie zachęcają do kupna prezentowanych produktów. Owszem, przyciągają uwagę, ale nie ten jej rodzaj, który odpowiada za chęć zakupu. Nawet wielkie firmy popełniają takie błędy, co równa się milionowym stratom. W oddziaływaniu na zmysły trzeba zachować umiar – ludzki mózg to bardzo wrażliwy organ i nie zadowala się byle czym.

Dlaczego coca-cola ze szklanej butelki smakuje lepiej niż ta z puszki? Pod względem składu chemicznego niczym się przecież nie różnią. Jednak dzięki zapadających w pamięć reklamach, przedstawiających atrakcyjną dziewczynę z butelką coli właśnie, ludzie kojarzą tę formę spożywania napoju za jedyną słuszną, a inne jako gorsze, jakby fałszywe. Tak potężna jest siła marketingu sensorycznego. Zauważmy też, jak pięknie wyglądają w reklamie na czyjejś dłoni dwie drażetki gumy do żucia. Jeśli kupimy taką gumę, od razu kładziemy na dłoni dwie drażetki, ponieważ nasz mózg potrzebuje oddania rzeczywistości z reklamy, która jest prezentowana jako ta właściwa. W rezultacie zużywamy opakowanie dwa razy szybciej – a im szybciej je skończymy, tym prędzej istnieje szansa, że zakupimy następne. A przecież żucie jednej drażetki wcale nie jest gorsze. Gdyby było, produkowano by po prostu większe porcje gumy. Podobnie rzecz się ma z pastą do zębów – w reklamie jej porcja zajmuje całą szczoteczkę i jeszcze dekoracyjnie wystaje po obu jej stronach. Jeśli reklama zakorzeni się odpowiednio w naszym mózgu, będziemy próbowali ułożyć taką samą ilość pasty w ten sam sposób, choć to stanowczo za dużo na jedno mycie zębów.

Warto przestudiować temat neuromarketingu, aby skutecznie skłaniać ludzi do zakupu, ale trzeba też zastanowić się nad jego moralnym aspektem – przecież oszukujemy, ale nie klienta bezpośrednio, tylko jego mózg, który notabene steruje człowiekiem niemal w każdej chwili życia.